Naleśniki a la Gundel (węg. Gundel palacsinta)

Kategoria: Dania klasyczne, Inne desery, Kuchnia węgierska

Naleśniki a la Gundel (węg. Gundel palacsinta)

Naleśniki Gundel to chyba najpopularniejsze naleśniki na świecie. Może tylko zaraz po ukraińsko-polskich naleśnikach z twarogiem. Nawiasem mówiąc, występują one także w kuchni węgierskiej oraz w Stanach Zjednoczonych, gdzie często są przypisywane do kuchni żydowskiej :-). O fenomenie kuchni żydowskiej już wkrótce napiszę trochę więcej. Wracając jednak do naleśników Gundel, to pomimo że ten deser jest zrobiony właśnie z naleśników, które kojarzą się nam głównie z czymś domowym i powszednim, to jest on bardzo elegancki i niezwykle smaczny. Naleśniki a la Gundel (prawdziwe naleśniki Gundel są nadal tylko serwowane w działającej do tej pory restauracji) z delikatnym orzechowym kremem ze smakiem cynamonu i z wyśmienitym czekoladowym sosem z subtelną nutką rumu, można podawać w postaci uroczystego deseru na jakieś wyjątkowe rodzinne święto. Uwierzcie mi, że nikt nie będzie na was patrzył z politowaniem, myśląc: "Mogłaby upiec lub zamówić tort" :-). Smak takich naleśników oczaruje wszystkich, a ​​czekoladowy sos będzie dokładnie zeskrobywany z talerzy nawet przez najbardziej dystyngowanych gości :-). Ponadto samo padanie tych naleśników jest niecodzienne. Tak więc, kim jest słynny Gundel i co jest takiego szczególnego w tych naleśnikach, czytajcie dalej we wstępie do przepisu.

Desktop49.jpg

Dynastia restauratorów Gundel sięga Johanna Gundla, czyli ojca słynnego Karola Gundla, który założył światowej sławy restaurację „Gundel”. Johann Gundel pochodził z Bawarii i w wniku poważnych rodzinnych okoliczności, w 1857 roku przeniósł się do Wiednia, gdzie szkolił się u nie mniej znaneego restauratora Franza Sachera, tego samego, który stworzył słynny tort „Sachera”. Później Johann Gundel przeniósł się do Budapesztu, gdzie mieszkali jego krewni i prowadzili restauracyjny interes. Los się do niego uśmiechnął i wieku 25 lat Johann jest już żonaty i ma własną restaurację, która później przekształca w hotel z doskonałą renomą, która staje się znana w całych Węgrzech oraz poza granicami. W takiej rodzinie urodził się Karoly Gundel, który kontynuował rodzinną tradycję i w 1910 roku, w pobliżu ogrodu zoologicznego w Budapeszcie, na terytorium parku, otworzył restaurację, czy też raczej przebudował starą, która już tam była i nazwał ją „Gundel”. I tak się rozpoczęło! Karoly Gundel, mimo niemieckich korzeni, był prawdziwym węgierskim patriotą i to właśnie dzięki niemu świat usłyszał o węgierskiej kuchni. To właśnie on poszukiwał i zgłębiał węgierskie potrawy z różnych regionów, ulepszał je i wprowadzał na wyższy poziom. Karoly Gundel był nie tylko kucharzem, ale także zagorzałym restauratorem, który każdego ranka osobiście udawał się na targ, żeby kupować najlepsze produkty do restauracji. A wieczorami, gdy goście gromadzili się w restauracji, on również tam był, witał wszystkich i odgrywał rolę gościnnego gospodarza. Jeden z jego słynnych cytatów brzmi: „Nie uważam się za zwykłego sprzedawcę, który za pieniądze sprzedaje jedzenie i napoje, ale za gospodarza, który przyjmuje gości w swoim domu, gdzie goście uraczyli mnie swoją obecnością”. Jego restaurację odwiedzali nawet członkowie rodzin królewskich z całej Europy, a jej sława sięgała daleko poza oceany. Jeszcze długo można by pisać o restauracji „Gundel”, która ma dość długą trudną historię, ponieważ została również dotknięta przez niszczycielskie czasy komunizmu, żeby później się odrodzić. Ważne jest to, że restauracja nadal funkcjonuje i jest to wspaniałe miejsce otwarte dla wszystkich. To właśnie w tej legendarnej restauracji powstało danie o nazwie "naleśniki Gundel", które są serwowane do tej pory. Potrawa została wymyślona w prawdziwie węgierskim stylu.

Hungary_trip29.JPG

Odwiedzając Węgry, już z pewną świadomością kulinarną, po prostu nie mogłam pominąć tego uroczego miejsca. Panująca w restauracji atmosfera przenosi przynajmniej kilkaset lat wstecz, chociaż serwowane tam potrawy, szybko powracają do teraźniejszości, ponieważ większość z nich jest przygotowana w modernistycznym stylu. Zamówiliśmy różne degustacyjne menu (wraz z mężem zawsze zamawiamy różne potrawy, a następnie dzielimy się nimi, żeby jak najwięcej spróbować). Jednym z punktów w degustacyjnym menu były naleśniki Gundel, ale tylko jedna ich porcja. Tak więc skończyliśmy jeść dania główne, przyniesiono desery i w tym momencie obudziła się nasza młodsza córka, która w tamtym czasie miała półtora roku i spała w swoim wózku. Musiałam z nią wyjść, żeby jeszcze trochę pospała, a ponieważ posiłek już się zakończył, to mój mąż wraz ze starszą córką, którzy już wszystko spróbowali, pozwolili zabrać moją część naleśników Gundel przez kelnera i byli gotowi do wyjścia. Jakie było moje rozczarowanie, gdy wróciłam i zobaczyłam, że deser, dla którego tam przyszłam i w ogóle marzyłam o nim więcej niż o spacerze ulicami Budapesztu (każdy ma swojego bzika :-)) już nie ma. Mąż wyjaśnił to w następujący sposób: "Ja spróbowałem, zjadłem połowę i pomyślałem sobie, że ci się nie spodoba i powiedziałem, że mogą zabrać." Możecie sobie wyobrazić!? Gdy opowiedziałam mężowi wszystko, co leżało mi na sercu, na szczęście umiem kierować złością, choć nie zawsze, to miał takie wyrzuty sumienia, że niemal siłą zaprowadził mnie jeszcze raz w to miejsce, ale tym razem w sąsiednią kawiarnię Gundel na kawę z naleśnikami:-)) Oczywiście z "naleśnikami Gundel" :-)). Było warto! :-) Przynajmniej sama się przekonałam, że oryginalna wersja niestety mi się nie podoba. Naleśniki były zbyt suche, orzechowa masa w nadzieniu za bardzo zbita i nijaka, a gęsty czekoladowy sos został wykonany z niezbyt jakościowej czekolady, co źle wpływało na ogólny smak całego deseru. Tak się dzieje w przypadku, gdy następuje przerost formy nad treścią. Po tylu latach małżeństwa i wspólnego smakowania jedzenia, mój mąż bardzo dobrze poznał mój gust i absolutnie prawidłowo domyślił się tego, że oryginalne naleśniki nie będą mi smakować. Nie o to jednak chodziło! Najważniejsze było to, że spróbowałam oryginał, aby później stworzyć własną ulepszoną wersję.

Hungary_trip31.JPG

I wiecie co, bez fałszywej skromności powiem, że moje „naleśniki a la Gundel” wyszły smaczniejsze! Orzechowa masa wyszła delikatna, niezbyt zbita i bardzo aromatyczna. Natomiast  sos jest ​​aksamitny i prawdziwie czekoladowy. Poniższy przepis jest przerobioną wersją przepisu na „naleśniki Gundel”, który znajduje się na oficjalnej stronie restauracji. Mam nieodparte wrażenie, że gdyby w restauracji robili wszystko zgodnie z przepisem, który jest u nich na stronie, to naleśniki powinny być smaczniejsze, ponieważ wydaje mi się, że w rzeczywistości wszystko jest robione inaczej. Sama jednak dopracowałam recepturę nadzienia, robiąc je bardziej kremowym i zdecydowanie aromatyczniejszym. A ponadto zmieniłam także przepis na sos czekoladowy.

Hungary_trip36.JPG

Bazę dla "naleśników a la Gundel" stanowią moje zwykłe naleśniki na mleku, które wręcz idealnie pasują do tego dania. Naleśniki smażyłam na patelni o średnicy 20 cm. Żeby wszystko wyszło jak najlepiej i naleśniki się nie rwały, trzeba przygotować ten deser w dniu smażenia naleśników. Dzięki temu smak samego deseru będzie o wiele świeższy.

W czekoladowym sosie do „naleśników a la Gundel” są użyte żółtka. Specjalnie obrobiłam je termicznie, żeby nie martwili się wszyscy ci, którzy panicznie boją się używania surowych jajek. Dzięki żółtkom sos jest aksamitny i wyjątkowy. No i oczywiście jakość czekolady oraz kakao jest bardzo ważna.

Gundel_pancakes17.JPG

4 porcje:

Składniki

Dla nadzienia:

  • 200 g orzechów włoskich
  • 50 g rodzynek
  • 50 g cukru
  • 100 ml mleka
  • 150 ml śmietanki 30%
  • 60 ml rumu
  • Wierzchnia skórka z 1 pomarańczy, drobno zetrzeć
  • 1 niepełna łyżeczka mielonego cynamonu

Dla czekoladowego sosu:

  • 100 g gorzkiej czekolady, drobno posiekać
  • 250 ml mleka
  • 3 żółtka
  • 15 g cukru
  • 2 stołowe łyżki kakao
  • 10 g zimnego masła
  • 50 ml rumu

1) Rodzynki umieścić w małym naczyniu i zalać wrzącą wodą. Odstawić na bok do spęcznienia.

Gundel_pancakes1.JPG

2) Orzechy umieścić w czaszy blendera. Zmielić do momentu utworzenia się dużych okruchów i połowę orzechów przełożyć do oddzielnego naczynia.

Gundel_pancakes4.JPG

3) Resztę orzechów mielić do momentu pojawienia się drobnych okruchów.

Gundel_pancakes3.JPG

4) W małym rondlu umieścić mleko, cynamon i skórkę z pomarańczy. Doprowadzić do wrzenia.

Gundel_pancakes2.JPG

5) Dodać orzechy, masę dokładnie wymieszać i ponownie zagotować. 

Gundel_pancakes5.JPG

Orzechową masę stale mieszając na małym ogniu, gotować do zagęszczenia. Zdjąć z ognia.

Gundel_pancakes6.JPG

6) Rodzynki odcedzić, posiekać razem z rumem i dodać do orzechowej masy. Dokładnie wymieszać.

Gundel_pancakes7.JPG

7) Przygotować czekoladowy sos. W tym celu zagotować mleko. Żółtka wraz z cukrem i kakao ubić w osobnej misce. Gorące mleko wlać cienkim strumieniem do żółtek, stale ubijając masę.

Gundel_pancakes8.JPG

8) Mleczną masę wlać do małego rondla i postawić na najmniejszym ogniu. Podgrzewać, stale mieszając, aż masa osiągnie 70ᵒС (lub do momentu, aż masa będzie wyraźnie parzyć zanurzony palec). UWAGA !! Masy nie wolno przegrzewać. Masę zdjąć z ognia i dodać czekoladę oraz rum. Stale mieszać, aż czekolada całkowicie się rozpuści. Dodać zimne masło i ponownie wymieszać sos.

Gundel_pancakes10.JPG

9) Orzechową masę rozprowadzić na naleśnikach tak, jak pokazano na poniższym zdjęciu.

Gundel_pancakes11.JPG

10) Każdy naleśnik skręcić w rurkę i wyłożyć na suchej patelni. Naleśniki z nadzieniem podgrzewać do momentu, aż lekko się zarumienią.

Gundel_pancakes12.JPG

11) Naleśniki a la Gundel zdjąć z ognia. Każdemu naleśnikowi odciąć końce, a następnie środek przekroić na pół i wyłożyć na talerzu dla serwowania. Całość hojnie polać ciepłym sosen czekoladowym i podawać.

Gundel_pancakes16.JPG

Smacznego!

Gundel_pancakes14.JPG

Zobacz także
Sezon na
Mój gabinet

Tutaj możesz stworzyć osobisty gabinet z własnymi ulubionymi przepisami.

Nie pamiętam hasła? Utwórz konto

Wejść jako użytkownik:

Zaloguj jako
Możesz się zalogować, jeżeli jesteś zarejestrowany w jednym z tych serwisów:
O MNIE. FAQ.
Viktoriya Popin

Witam Was serdecznie na mojej kulinarnej stronie! Nazywam się Viktoriya Popin. Szczęśliwa żona i matka, prawnik z zawodu, a w duszy kulinar  i koneser! Zapraszam na kulinarną podróż ze mną! Zapraszam do zostawiania komentarzy i zadawania pytań. Z przyjemnością odpowiem na wszystkie! Kontakt

23 lutego 2016
Durszlak.pl
Bądź zawsze na bieżąco kulinarnych wydarzeń!

Raz w tygodniu otrzymasz listę wszystkich aktualizacji na stronie, opublikowanych w ciągu minionego tygodnia i niczego nie przegapisz. Gotuj ze mną, a wszystko się uda!


Żadnego spamu.
W dowolnym momencie można zrezygnować z subskrypcji.